CrossFit Games 2016

Pokonanie ludzkich barier – część II

W poprzednim artykule, Pokonanie ludzkich barier – część I, pokazałem Wam jak nauka, technika oraz medycyna pomagają obecnie człowiekowi w osiąganiu coraz lepszych wyników. Wydaje się jednak, że doszliśmy do ściany i więcej nie jesteśmy w stanie wycisnąć więcej z ludzkiego organizmu. A może jesteśmy, lecz nie powinniśmy zabraniać stosowania środków dopingujących…?

Środki dopingujące to temat bardzo gorący. Im popularniejszy staje się sport i aktywność ruchowa, tym większe zainteresowanie środkami, które spowodują, że nasz organizm będzie lepiej się regenerował, będzie szybszy, silniejszy i sprawniejszy. Dziś nie interesują mnie rekreacyjnie trenujący faceci na siłowni oraz w boxach, którzy szpryce traktują jako środek pozwalający w weekend balować, a w tygodniu być w świetnej formie. Nie interesują mnie typy walące podwójne dawki, żeby móc zrzucić wagę i czuć się wypoczętym sypiając 5,5 godziny dziennie. Chcę poruszyć temat sportowców.

Berlin Throwdown 2016

Berlin Throwdown 2016

Doping jest zabroniony. Bez względu na to, co o tym sądzimy, stosowanie niedozwolonych substancji jest zakazane. Jeśli komisja wykryje obecność danego środka we krwi lub jego zbyt wysoki poziom, zostajemy wyrzucenie z IO oraz zawieszeni na okres od kilku lat lub do końca życia. W CrossFit’cie doping jest „dozwolony”. Zdziwieni? To pokażcie mi choć jedne zawody w Europie (AMAROK, Berlin TD, Athletes Games itd.), na których przeprowadza się kontrole antydopingowe. 0, null, nic, żadne, brak. Bierze, kto chce, bo i tak nikt nikogo nie sprawdza. Jedynym przykładem zawodów, gdzie „coś” się sprawdza są Gamesy, jednak tam testy odbywają się wybiórczo. Nie twierdzę, że każdy jest na bombie, ale każdy, kto zechce, może na niej może być.

Dlaczego nie ma kontroli dopingowych? Zerknijcie sobie na ten artykuł. Wynika z niego, że koszt zbadania jednego zawodnika to ok 800 zł. Na AMAROK’u mieliśmy 4 kategorie, co daje nam 12 zawodników do zbadania (po 3 z każdej kategorii). Jeśli więc chcielibyśmy przebadać czołówkę, musielibyśmy wydać na to 9600 zł. Biorąc pod uwagę, że choć poziom CF w Polsce rośnie, co niewątpliwie udowodniły ostatnie zawody W AMAROKu oraz nasze awanse do Regionalsów, to jednak nagrody dla zwycięzców są po prostu śmieszne i wystarczą co najwyżej na waciki… albo igły. Dlatego o wiele lepszym wyjściem jest wrzucenie tych 10 koła do puli nagród, podbić stawkę i ściągnąć lepszych zawodników oraz podnieść prestiż imprezy. Myślę, że można zrobić jeszcze jeden myk – kazać zawodnikowi podpisać papier „Zgadzam się ewentualną kontrolę antydopingową i w razie wyniku pozytywnego obu próbek pokryję koszty badania”. Ale w świetle prawa to chyba zabronione. Nie wiem, ale pomysł ciekawy…

CrossFit Games 2016

CrossFit Games 2016

No dobra – biorą, nie biorą. A gdybyśmy zlikwidowali WADA (The World Anti-Doping Agency)? Co gdyby zamiast ścigać koksiarzy zacząć im pomagać, pompować pieniądze w środki oraz sprawdzanie, na ile są bezpieczne, na lekarzy, którzy takich sportowców zaczęliby prowadzić? Rozważmy za i przeciw…

Po pierwsze skończyłoby się gadanie „ten bierze, tamten się szprycuje”. Koniec spekulacji bo koks byłby tak samo dostępny jak BCAA, ewentualnie na receptę. Po drugie wszyscy mieliby równe szanse. Trenowanie na najwyższym poziomie wiązałoby się z koniecznością stosowania dopingu, jednak byłoby to oczywiste, a nie ukrywane. Po trzecie zostałby zastosowany monitoring sektora sterydów. Już teraz te środki wykorzystuje się w medycynie do leczenia chorób i schorzeń. Jednak w przypadku sportowców byłoby to bezpieczniejsze niż obecnie. Dlaczego? Ponieważ, każdy zawodnik mógłby mieć swojego lekarza i mógłby być pod okiem specjalisty (jak w przypadku dietetyka) oraz miałby dostęp do legalnego i pewnego źródła, a nie musiał szukać „pod ziemią”. No właśnie – czarny rynek. Biznes kwitnie, a gdyby sterydy zalegalizowano, czarny rynek by zmalał, a to, co byśmy dostawali na receptę zapewne byłoby opodatkowane (dodatkowy zastrzyk gotówki do skarbu państwa) oraz mielibyśmy pewność, że dostajemy w aptece nandrolon, a nie sól fizjologiczną lub jakieś świństwo, które zasieje spustoszenie w naszym organizmie.

AMARAOK East Side Challenge 2015 fot. K. Timoszuk

AMAROK East Side Challenge 2016
fot. K. Timoszuk

Przeciw mam kwestie etyczne. Przecież to niesportowe zachowanie stosowanie takich substancji. To nienaturalne. No dobrze, a jeśli mam grypę i biorę antybiotyk, nie działam przeciw naturze oraz przeciw selekcji naturalnej. Gdy jestem chory na nowotwór i stosuję chemioterapię, nie działam przeciw naturze? Idąc tym tokiem myślenia można by uznać przemysł farmaceutyczny za niezgodny z naturą i nieetyczny. A jednak tak nie jest, ponieważ ma on nam pomóc w chorobie. A skoro w chorobie, to czemu nie w zdrowiu… Zostawmy kwestie moralne i idźmy dalej. A co z tymi, którzy nie chcę być na dopingu. Co z ludźmi, którzy wciąż wierzą we własne siły, a nie igły? W przypadku koksiarzy nie mieliby niestety szans. Co z młodymi? Czy już na początku mając 14 lat kazalibyśmy im wchodzić na bombę, żeby za 5 lat rywalizowali z najlepszymi? Ta kwestia najbardziej mnie gryzie. Spotkałem na swojej drodze trenera CF kilku młodych (poniżej 18 roku życia), obiecujących zawodników. Jedni trenowali przez miesiąc i odeszli, a inni trenują nadal. Zauważyłem, że mają jeszcze nieukształtowany charakter oraz szukają własnej drogi. Jeśli trafią na złą osobę, mogą sobie zepsuć życie. Są podatni na wpływy i mając zły przykład (niestety tacy też na mojej drodze się pojawili) tracą czas, a nawet zdrowie. Ponadto takie młodziki mają olbrzymi potencjał. Naturalnie wysoki poziom hormonu wzrostu pozwoli im wiele osiągnąć, a na chemię jeszcze przyjdzie czas…

Legalizacja dopingu to kwestia bardzo dyskusyjna. Coraz częściej ostatnio poruszany temat, który ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Moim zdaniem opieka lekarska, dostęp do państwowo kontrolowanych źródeł oraz oficjalne wyrównanie szans na zawodach to 3 powody, które przekonują mnie do tego pomysłu. Przy czym doping powinien być dozwolony np. od lat 19. Kto wie, być może kiedyś na IO w 2050 wszyscy będą na koksie, a sztab szkoleniowy będzie składał się nie tylko z trenerów, fizjoterapeutów czy dietetyków, ale także z lekarzy oraz farmaceutów…